Opinión detallada de Marika_
Marika_
Rzeszów, Polonia96%
Do Krakowa wybraliśmy się w pięcioosobowym składzie, troje dorosłych i dwójka dzieci. Po przyjeździe szukaliśmy noclegu, bo mieliśmy zamiar zwiedzać miasto w ciągu kilku dni. Nasz wybór padł na hostel Zodiakus, położony blisko Wawelu i Rynku Starego miasta. Odwiedzając ten hostel poza szczytem sezonu liczyłam na spokojne miejsce do wypoczynku po całodziennym zwiedzaniu zabytków Krakowa. Na początku było wszystko dobrze. Bardzo sympatyczna recepcjonistka zameldowała nas, oprowadziła po całym hostelu wskazując nasz pokój, kuchnię, łazienki, wręczyła plan Krakowa.
Hostel okazał się niewielki, ale miły i przytulny. W recepcji dwie miękkie kanapy, mały stolik, telewizor, półki i stojaczki wypełnione mapkami i folderami turystycznymi. W korytarzyku komputer ogólnodostępny, kuchnia wyposażona w lodówkę, mikrofalówkę, kuchenkę gazową, czajnik bezprzewodowy. Mogliśmy korzystać z kawy, herbaty i kakao bez ograniczeń. Istniała możliwość przygotowania sobie posiłku z własnych produktów. Dwie łazienki z kabinami prysznicowymi i trzecia z umywalką i pralką automatyczną. Pokoik nasz był malutki, piętrowe łóżko i szeroka wersalka. Pościel czysta, lecz nie najnowsza, ze śladami przetarć. Szafa podzielona na sześć oddzielnych skrytek, bez kluczy, z częściowym brakiem tylnej ścianki, wieszaczki na wierzchnią odzież przymocowane do piętrowego łóżka, stolik z nieczynnym telewizorem i dywan zrulowany pod łóżkiem. Brak krzesełek zmuszał nas do siedzenia na łóżkach. Był to duży dyskomfort. Dodatkowo ogromnie przygnębiająco wpływał na nas widok za oknem. Nasze okno wychodziło na malutkie podwórko- studnię otoczoną pięciopiętrowymi kamienicami, z kilkoma kontenerami na śmieci. Jako uzupełnienie muszę dodać, że okno było zakratowane. Wszystko to sprawiało, że w pokoju było ciemno i trzeba było cały czas palić światło. Stwierdzicie, że wybrzydzam, bo czego można spodziewać się po hostelu. Przecież nikt tu nie przyjeżdża siedzieć w pokoju tylko się przespać, zjeść śniadanie i wyjść. Miło wyjść rano wypoczętym i najedzonym. Wówczas nawet brzydka pogoda nie przeszkadza w zwiedzaniu. My tego komfortu niestety nie doświadczyliśmy. Wszystko zaczęło się koło godziny dziewiętnastej, gdy goście zaczęli wracać wydawałoby się na nocleg. Młodzież obcojęzyczna zajęła kuchnię i zaczęła się balanga, picie piwa, głośne rozmowy, śmiechy i śpiewy przy bardzo głośnej muzyce. O skorzystaniu z pryszniców nie było mowy, bo dojście do nich prowadziło przez okupowaną kuchnię. Impreza skończyła się koło godziny dwudziestej trzeciej, wtedy to goście wyszli w miasto. Zasnęłam na kilka godzin, ale o trzeciej nad ranem pobudka. Wrócili nocni spacerowicze i nie zwracając uwagi, że inni chcą spać, znów głośno rozmawiali i śmiali się pod naszymi drzwiami. Gdy się uspokoiło zasnęłam znowu, ale koło siódmej znów chodzenie, kuchnia zajęta, prysznice też. Zjedliśmy kanapki popijając sokiem z kartonu i poszliśmy zwiedzać. Po powrocie zjedliśmy śniadanie serwowane przez hostel, spakowaliśmy się i wróciliśmy do domu, bo padający śnieg i przenikliwy wiatr nie sprzyjał spacerom a siedzenie w pokoju tylko pogarszało nastrój. Gdybyśmy zostali wcześniej uprzedzeni o panujących jak się okazało cowieczornych imprezach z pewnością nie zostalibyśmy w tym hostelu. To jest noclegownia nastawiona wyłącznie na balujących młodych ludzi. Turysta nie ma tu co szukać. O relaksie nie ma mowy bo telewizor w recepcji też nieczynny a o wypoczynku i wyspaniu się trzeba będąc tu zapomnieć. Śniadania podawane w formie szwedzkiego stołu, ale bardzo, bardzo skromne. Na terenie całego obiektu palenie i robienie zdjęć zabronione.
Zodiakus3